niedziela, 18 maja 2014

6. Love is easy.

Budzę się sama w wielkim łóżku. Siadam okrywając się kołdrą. Ziewam lekko i sięgam po bieliznę. Zakładam ją. Na krześle znajduje koszulkę Nialla. Wychodzę z sypialni szukając go.
Stoi w kuchni i przeklinając pod nosem próbuje coś ugotować. Przytulam go i całuję w łopatki,
- Już nie śpisz?
- Już się wyspałam. Pomóc ci?
- Jakbyś mogła. Nie jestem mistrzem kuchni.
- Jasne - śmieję się i robię nam śniadanie.
- Nie wydaje się to takie trudne, a jednak jest
- Haha. Mogę cię nauczyć. To naprawdę nie jest trudne.
- Wolę nie, inni mieszkańcu budynku nie byliby zadowoleni z pożaru
- Oj Niall.
- No co. To jest bezpieczniejsze dla zdrowia innych
- Am - daję mu tosta śmiejąc się,.
- Dobre.
- Dzięęki. Nauczyć cię czy jednak nie?
- Jednak nie
- No dobrze.
- Ale zmywarkę umiem obsługiwać.
- Sukces. - śmieję się.
Jemy razem śniadanie. Ciągle mam z czegoś ubaw
Niall sprząta po nas naczynia
- Ile masz lat?
- Trzydzieści cztery.
- Myślałam, że młodszy. Tak wyglądasz. Jak doszedłeś do takiego sukcesu>
- Zaczęło się wszystko od małej firmy.
- I tak rok po roku. - kiwam głową. - Co lubisz robić w wolnym czasie?
- Grać na gitarze. Mam bardzo mało wolnego czasu
- Chyba że tak.
- Tak. Dużo pracuję.
- Jakie dziewczyny preferujesz?
- Miłe, inteligentne.
Biorę łyk herbaty.
- Masz rodzeństwo?
- Starszego brata
- Fajnie. - uśmiecham się. - Ja nie mam.
- Jesteś jedynaczką?
- Tak. - mruczę dopijając herbatę.
- Kiepsko.
- Nie mam też mamy.
- Tak? A co się stało?
- Nie wiem. - wzruszam ramionami. - Nigdy jej nie znałam. - patrzę w podłogę. - A mój tata... jest inny.
- Inny?
- Inny. - zagryzam wargę. - Nie wiem jak ci to wytłumaczyć
- Aha.
- Zresztą nie ważne.
- Ważne.
- Nie. Muszę już wracać. - uśmiecham się blado.
- Odwiozę cię.
- Jakbyś mógł.
- Oczywiście, że mogę.
- Dziękuję Niall - zeskakuję z krzesła i przytulam się zamykając oczy.
Całuje mnie we włosy.
- Chcesz coś do tej koszulki?
- Haha, ubiorę swoją sukienkę. - uśmiecham się i idę do sypialni. Gdy jestem gotowa i on też jedziemy do mnie.
Całuje mnie na pożegnania.
- Masz tu mój numer skarbie.- podaje mi jakąś kartkę.
- Kiedy mam następny lot? - pytam jeszcze. Od razu wpisuję numer w telefon.
- Chyba... nie wiem.
- Jak to nie wiesz? - dziwię się
- Bo nie wiem, czy chcesz latać ze mną czy tak normalnie
- A mogę z tobą?
- Oczywiście, że możesz.
- Ale ty nie latasz często hmm?
- Trzy cztery razy w miesiącu.
- To chce z tobą.
- Jestem z tego bardzo zadowolony.- Całuje mnie jeszcze raz.
- Ja również. Do zobaczenia. - uśmiecham się i wysiadam
Wbiegam do domu.
- Hej tato.
- Cześć, dość wcześnie wróciłaś
- Nie chciałam, żebyś był sam.
- Mam Rybkę.
- Oj ale i masz mnie.
- Tak.
Całuję go w policzek.
- Jadłeś?
- Tak. Kto tu jest rodzicem?
- Wiesz, że się martwię
- Wiem. Musisz przestać
- Nie mogę. bo cię kocham.
- Też cię kocham.
- Co chcesz robić?
- Moglibyśmy iść na spacer.
- Okay. Tylko się przebiorę. - mówię i idę do pokoju.
Ubieram świeże rzeczy. Biorę swoją torebkę i schodzę do taty. Biorę go pod rękę i wychodzimy.
Zdecydowanie za rzadko wychodzi do ludzi.
- Powinieneś kogoś poznać
- Za stary jestem.
- Nie jesteś. - prycham
- Jestem.
- Nie jesteś. Tato ty masz ledwo 40 lat.
- I dorosłą córkę.
- Mówię poważnie. Miłość dobrze ci zrobi.
- Pogadamy o tym kiedy indziej
- Zawsze unikasz tych tematów.
- Tak, unikam.
- Dlaczego?
- Bo ich nie lubię.
- Przeciez nie pytam cię o matkę.
- Po prostu skończ.
Nie mówię już nic, żeby się nie zdenerwował. Idziemy do cukierni i kupujemy ciastka potem na obiad.  Jest miło, ale tata gdzieś błądzi myślami.
- Co się dzieje?
- Nic.
- widzę.
- Kiedy masz kolejny lot?
- Nie wiem. Latam z szefem.
- Nie no fajnie. Wydaje się być miły. To wczoraj z nim byłaś?
- Tak, tato.
- Nie no dobrze.
Patrzę na niego trochę dziwnie. Wracamy do domu Przez cały wieczór się do mnie nie odzywa.
- Tato? - podchodzę do niego. - co się stało?
- Co się miało stać?
- Znów jesteś cichy. To denerwujące.
- Przepraszam.
Idę do swojego pokoju. Siadam na łóżku i przyciskam poduszkę do piersi. Tak było zawsze. Nie wiedziałam co jest z moim tatą, wiedziałam że jest inny.
Podnoszę się i sięgam po telefon bo dostaje wiadomość. "Jak miną dzień, bo nudno bez ciebie.N"
" Ciężko. Bardzo ciężko." Odpisuję i wzdycham. Po moich policzkach spływają łzy. Czasem łatwiej trafić do dziecka.
"Przyjechać, urwę się z kolacji charytatywnej."
" Nie pomożesz mi w tym"
"Skąd wiesz?"
Kładę się na łóżku i cicho płaczę.
Nie odpisuję, bo nie widzę klawiatury. Pół godziny później ktoś puka do mojego pokoju.
- Hm? - burczę.
- Płaczesz skarbie?- Słyszę głos Nialla.
- Przyjechałem. -Przytula mnie do siebie. Jest ubrany w garnitur.
Trzymam go mocno za ramiona. Jest mi z tym źle. Tak jakby to była moja wina.
Kładziemy się razem na łóżku, a on mnie uspokaja.
- Popsułam ci wieczór. - szlocham.
- Był do bani.
- Mój również. - wtulam się.
Głaszcze mnie po głowie.
- Ja nic nie zrobiłam..
- Wiem skarbie. NIc nie zrobiłaś.
W końcu przestaję płakać. Spokojnie oddycham.
- Już lepiej?
- Powiedzmy. Dziękuję, że jesteś.
- Proszę bardzo.
- Zostaniesz na noc?
- Jeśli chcesz i twój tata mnie nie wyrzuci
- Mój tata nie odezwie się słowem.
- Aha. To pozbędę się paru rzeczy
- W ogóle to tam jest łazienka - mamroczę pokazując mu drzwi. Wtulam twarz w poduszkę kładąc się na klatce.
Wychodzi z stamtąd tylko w bokserkach i kładzie się obok mnie. Okrywam nas kołdrą. Przysuwam się i zasypiam w niego wtulona.

Obserwatorzy